Zimne piwo i siesta, czyli relaks w Hiszpanii

W tym tygodniu nagroda trafia do Natalii, która opisała nam swoją podróż po upalnej Andaluzji i kosmopolitycznej Barcelonie. To już niestety ostatnia relacja w naszym konkursie. Dzięki wielkie za wszystkie nadesłane zgłoszenia. Jeżeli macie ochotę, zachęcamy do nadsyłania relacji – będziemy je publikować na naszym blogu. Bon voyage!

1

Podróż do Hiszpanii, w którą wybrałam się razem z koleżanką, miała swój początek na południu kraju. Już pierwszego dnia miałyśmy okazję dowiedzieć się dlaczego Sewilla nazywana jest przez tubylców patelnią Andaluzji. Podekscytowane hiszpańską ziemią pod stopami, zostawiłyśmy bagaże w hostelu i wczesnym popołudniem ruszyłyśmy zwiedzać miasto. Zdziwił nas trochę fakt, że ulice znanej andaluzyjskiej stolicy były prawie puste, gdzieniegdzie kręcili się tylko bladzi turyści a po miejscowych mieszkańcach nie było ani śladu. Zrozumiałyśmy to zjawisko dopiero po godzinie błąkania się po ulicach w czterdziestostopniowym upale.

2

Pocieszenie stanowiła jedynie szybka kąpiel w fontannie na środku Plaza de España oraz magiczne słowa:  una cerveza bien fria, por favor, wypowiadane przez nas w każdym barze, który znajdował się wzdłuż naszej drogi powrotnej z centrum do hostelu. Od pierwszego dnia nauczyłyśmy się już, że zwiedzanie andaluzyjskich miast najlepiej rozpoczynać późnym wieczorem.

Na naszej trasie znalazły się również Granada, Kadyks oraz Mijas. Zachwyciły nas białe, wąskie uliczki, ośle taksówki, kolorowe ferie oraz otwartość i serdeczność mieszkańców. Zaczęłyśmy przyzwyczajać się do konieczności popołudniowej siesty, pozwalającej przetrwać największe upały, do późnych kolacji oraz nocnego trybu życia.

Po niecałym tygodniu spędzonym w Andaluzji przyszedł czas ruszyć w podróż na północ Hiszpanii. Spędziłyśmy kilka dni w Barcelonie, której centrum podczas lata zostaje opanowane przez tysiące turystów, chcących w krótkim czasie zwiedzić i zobaczyć najważniejsze atrakcje miasta. Ponieważ byłyśmy już nieco zmęczone andaluzyjskimi upałami, postanowiłyśmy ograniczyć zwiedzanie zabytków do przyzwoitego minimum (Sagrada Familia, Parc Güell, Muzeum Picasso oraz wzgórze Tibidabo) a większość czasu poświęcić na totalny relaks. Naszym ulubionym miejscem stał się tętniący życiem port, pełen białych jachtów, w którym spędzałyśmy sporo czasu gapiąc się na ludzi z całego świata.

4

Wybrałyśmy się również na wzgórze Montjuïc, uzbrojone w kocyk oraz piknikowy koszyk. Na wzgórzu, niedaleko słynnych fontann oraz pałacu, trzy razy w tygodniu odbywają się koncerty oraz wyświetlane są filmy pod gołym niebem. Razem z nowo poznanymi znajomymi urządziliśmy sobie piknik i wróciliśmy razem do centrum, aby przetańczyć resztę nocy. Na szczęście kluby w Barcelonie zamykane są dopiero nad ranem.

Wielonarodowość oraz otwarty charakter stolicy Katalonii pozwoliły nam poznać wielu ciekawych i sympatycznych  ludzi, odkryć pulsujące życiem miasto oraz podszkolić języki obce. Dużo bardziej niż słoneczne plaże ciekawili nas oryginalni i towarzyscy mieszkańcy pięknej Barcelony.

Niewątpliwie nie jest to moja ostatnia podróż do Hiszpanii 🙂

Comments
2 Responses na: “Zimne piwo i siesta, czyli relaks w Hiszpanii”
  1. Paweł says:

    Siesta w południowych klimatach jest właściwie niezbędna. Najlepiej od razu przestawić się na tryb życia ‘tambylców’ – aktywnie do 10ej i wieczorem. Walka z naturą spowoduje tylko, że wrócimy z wyjazdu bardziej zmęczeni… 😉

  2. Marcin says:

    No dla mnie piwko i na przykład ta aplikacja http://www.klub.dilmah.pl/scrapbook to idealny relaks 🙂 Zazdroszczę takich widoków i wycieczki. Sam bym się teraz wybrał z tego zimna do jakiegoś ciepłego kraju 🙂

Leave a comment